30 kwietnia 2012

Snake


 Kawa była już zimna i do tego nieprzyzwoicie słodka, kiedy wzięła kolejny łyk. Nie znosiła takiej, ale mając taką pracę raczej nie ma czasu, by dopić cokolwiek, gdy jest jeszcze ciepłe. Ludzie przewijali się przez jej pokój bez ustanku. Każdy miał jakąś sprawę, każdy coś chciał. Już miała ich dość. Upiła kolejny łyk, czekając aż klientka złoży podpisy w odpowiednich miejscach. Spojrzała na zegarek, piętnasta. Jeszcze tylko pół godziny i będzie wolna. Wzięła urlop od jutra. Miała kilka rzeczy do załatwienia, rzeczy, które nie mogły dłużej czekać.
  • Czy może mi pani coś powiedzieć na temat tej oferty? – głos młodej kobiety wyrwał ją z zamyślenia.
Spojrzała na schludnie ubraną petentkę, książkowy przykład bezrobotnej studentki. Długie blond włosy, związane miała w kucyk, niebieskie oczy spoglądały zza prostokątnych oprawek okularów, które nadawały jej twarzy wyraz wiecznego zamyślenia. Ubrana była w czarne spodnie na kant i dopasowaną marynarkę. Prezentowała się nadzwyczaj korzystnie jako świeżo upieczona pani licencjat, co można było z łatwością wyczytać z karty z danymi. Zbyt młoda, by mieć doświadczenie, zbyt stara, by go nie mieć i na tym właśnie polegał problem jej zatrudnienia.
  • Proszę pani, to jest oferta otwarta, nie mogę powiedzieć nic ponadto, co jest napisane na ogłoszeniach przy wejściu, gdyż nie dysponujemy żadnymi więcej informacjami na ten temat.
Młoda kobieta popatrzyła chwilę, po czym lekko zmieszana wstała i rzuciwszy „dziękuję”, wyszła. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo i również wstała, by zobaczyć, czy są jeszcze jacyś klienci. Nie było nikogo, za to koleżanki wracały już z przerwy. Dziś miały tylu petentów, że nawet śniadania nie było kiedy zjeść. Spojrzała ponownie na zegarek. Piętnaście minut do końca. Uznała, że może sobie darować przerwę, zje w pociągu, tylko skoczy do domu po bagaże. Nie miała ich zresztą dużo, a i tak najważniejsza była szkatułka z ciemnego drewna.
  • Kiedy wracasz? - po raz kolejny ktoś wyrwał ją z zamyślenia.
  • Powinnam być w przyszły poniedziałek – uśmiechnęła się do Gosi.
  • Jesteś blada, Nati – zauważyła Magda.
  • Może lekko podziębiona – skłamała. – Nie martwcie się i nie zgińcie tu beze mnie – zaśmiała się.

***
Mosiądzowa tabliczka informacyjna przy pokoju Komisji Dyscyplinarnej lśniła lekko w świetle słońca, wpadającego przez korytarzowe okno. Mężczyzna stał przed drzwiami dłuższą chwilę, wpatrując się w czarny napis na pozłacanym tle, jakby chciał wyczytać z niego coś więcej. Nie odzywali się do niego przeszło parę miesięcy, sądził już nawet, że o nim zapomniano. O tym jak bardzo się mylił, przekonał się dziś rano, otwierając skrzynkę e-mailową. Znów go potrzebowali i miał wrażenie, że wiedział, czego chcą. Minęło trochę czasu, ale czas dla Firmy nie ma znaczenia. Nie czekając dłużej, nacisnął na mosiądzową, zdobioną klamkę wielkich, dwuskrzydłowych drzwi.
  • Myślimy, że nadszedł czas, by doprowadzić tę sprawę do końca – powiedział bez wstępów jeden z obecnych.
Pomieszczenie nie było przesadnie wielkie, ale też i niemałe. Po obu stronach stały po trzy meble z jasnego drewna, z wyglądu bardziej przypominające szkolne ławy, aniżeli biurka, za które z pewnością miały uchodzić. Naprzeciwko drzwi natomiast, znajdowało się wielkie, drogie z wyglądu biurko, za którym zasiadała kobieta o kasztanowych włosach. Nie podniosła oczu znad papierów, w których coś pisała, ale skinęła lekko głową, by głos po prawej kontynuował.
  • Chcielibyśmy, żeby eksterminował pan nasz problem.
  • Kolejne złamanie regulaminu? - zapytał mężczyzna, trochę nazbyt zuchwale.
  • Sprawa powinna się zakończyć – padła odpowiedź.
  • Rozumiem – odparł – oczywiście.
***
Express z Wrocławia do Krakowa sunął po torach usypiająco. Wyłożyła się na niewygodnych siedzeniach w przedziale pierwszej klasy. W słuchawkach leciała jej ulubiona muzyka. Zamknęła oczy, była sama. Pogrążyła się w swojej wyobraźni i wspomnieniach. Bezwiednie dotknęła krucyfiksu, jaki miała na szyi. Cóż za ironia losu, istota taka jak ona... Nie pamiętała swoich rodziców. Z akt Firmy wynikało, że matka zmarła przy porodzie, a ojciec oddał ją, gdy tylko jej zdolności zaczęły się ujawniać. Ponoć był cały roztrzęsiony, bo przy końcu nie wiedział, czy wariuje, czy naprawdę widzi dwie córki, czy też może jest na coś chory. Sama Natalia była wtedy ledwie dwuletnim szkrabem i nie miała pojęcia, co to jest Sirr i czym jest klonowanie. Nigdy też nie podjęła prób odnalezienia biologicznej rodziny. Nie potrzebowała ich, Firma wychowała ją, nauczyła korzystać z talentu oraz innych niezbędnych rzeczy, by być dobrą agentką. Ale ona była inna. Nie chciała ślepo służyć celowi, pragnęła stworzyć sobie dom, jakiego nigdy nie miała. Mimo że niczego jej nie brakowało, czuła w sercu pustkę. Chciała mieć własne życie, chciała mieć rodzinę i wtedy, jak na zawołanie, zjawił się on. Przeszedł ją dreszcz, kiedy zaczęła wspominać to wszystko, co miało miejsce. Wydawało jej się kiedyś, że może być szczęśliwa, że może żyć jak zwykły człowiek, że może kochać i być kochaną. Rozważała nawet odejście z Firmy. Jednak los sobie z niej zakpił. A może nie los... Teraz, gdy wracała w to miejsce, wracały również wspomnienia. Gdyby w przedziale był ktoś jeszcze powiedziałby, że uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, był najbardziej upiornym uśmiechem jaki można sobie wyobrazić. Nigdy nie czuła prawdziwej nienawiści. Nigdy, aż do tamtego momentu. Wspomniała kilka słów, które wypowiedział, słów, jakimi omamił człowieka, którego kochała. Snake... Nienawidziła go z całego serca! Znów wróciła myślami do telefonu, jaki otrzymała z dowództwa. Kiedy usłyszała jego imię, krew w niej zawrzała. Przez dłuższą chwilę milczała, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Po czym rzuciła zwykłe „Zrobię to”, jakby miała w ogóle jakiś wybór, i odłożyła słuchawkę. Była niesamowicie podekscytowana. Nie należała do istot mściwych i gdyby nie dostała takiego rozkazu, Snake nadal żyłby sobie spokojnie. Lecz jednak los nie był tak okrutny, jak jej się zdawało. Uśmiechnęła się ponownie swym upiornym uśmiechem, po czym otworzyła oczy instynktownie czując, że zbliża się do celu. Pociąg zatrzymał się jakieś 3 minuty później. Wysiadła w Katowicach i od razu skierowała się na przystanek autobusowy. Zielonkawa J'otka odjeżdżała ze stanowiska nr pięć, za czterdzieści minut będzie na miejscu. Serce biło jej jak oszalałe. Siedząc tuż za kierowcą, doskonale słyszała radio i wiadomości w nim nadawane. Spikerka mówiła o młodej kobiecie zamordowanej na obrzeżach miasta, w dziwnych okolicznościach.
  • Rzecznik rejonowej policji w Katowicach nie jest w stanie udzielić nam bliższych informacji odnośnie dziwnych okoliczności morderstwa, zapewnia jednak, iż wydział śledczy podejmie wszelkie kroki, by odnaleźć zabójcę. To już trzecie morderstwo w tym półroczu, czyżbyśmy...
Natalia dalej nie słuchała. Rozważała w głowie różne możliwości. Dziwne okoliczności jednoznacznie wskazywały na Sirra. Możliwe, iż zabójcą była właśnie taka istota, a to oznaczało, że Firma może mieć dla niej kolejne zlecenie. Chyba, żeby sprawcą był właśnie Snake - to oszczędzi kolejnych morderstw. Jeśli natomiast martwa dziewczyna była Sirrką, wskazywać to mogło na robotę Firmy, aczkolwiek Natalia nie sądziła, że niedaleko mógł być kolejny łowca. Teraz jednak ma do wykonania zadanie i tylko to się liczyło.

***
Oto i znienawidzone przez nią miasto. Stała na przystanku, na tak dobrze znanym jej osiedlu i rozglądała się. Zerknęła na znajome wieżowce po drugiej stronie ulicy. Przez pół roku nic się nie zmieniło, miejsce to nadal czuć było złem. Wiedziała to od początku, jednak nic nie mogła zrobić bez zlecenia Firmy. Teraz miała pozwolenie. Zniszczy choć cząstkę tego zła. Ruszyła powoli w stronę motelu. Nie chciała zatrzymywać się u znajomych, wolała ich w to nie mieszać. Niektórych z nich naprawdę lubiła. Szła powoli, rozmyślając. Widząc Snake’a po raz pierwszy, wiedziała, że coś jest nie tak. Nie mogła tylko zrozumieć, co. Wydawał się normalnym chłopakiem, wyglądał nawet dość dziecinnie jak na te lata, które miał. Jego ciemne, przydługie włosy i pokaźna sylwetka kontrastowały z pełną niewinności twarzą. Brązowe oczy, osadzone nieco zbyt głęboko, były pełne nieśmiałości. Teraz wiedziała, że to tylko pozory, choć dla jej ukochanego Snake zawsze był tym, który miał rację. Był jak kamyk w bucie, z początku lekko denerwujący, by w końcu stać się diabelnie uciążliwy i doprowadzać do szału. Stanęła przez budynkiem motelu i dokładnie go obejrzała. Nie zwróciła nawet uwagi, kiedy pierwsze krople deszczu zaczęły spływać jej po twarzy i włosach. Zawsze zresztą lubiła deszcz, przymknęła na chwilę oczy, by poddać się oczyszczającemu prysznicowi i zapachowi mokrych ulic.
  • Jestem tu zameldowana – rzekła, podchodząc do recepcji.
Przedsionek motelu był mały, ale przytulny. Po przeciwnej ścianie od biurka recepcjonistki stały dwie wygodne kanapy i mały telewizor, a tablica na ścianie ozdobiona była ulotkami – informacjami dla turystów. Chociaż szczerze powiedziawszy, Nati nie miała pojęcia, co właściwie można byłoby robić w tym mieście.
  • Pani...?
  • Ragner, Natalia Ragner.
Brązowowłosa kobieta po czterdziestce sprawdziła w swoim dzienniku rezerwacji i podała dziewczynie klucz do pokoju 403. Uśmiechnęła się przy tym lekko żółtymi od tytoniu zębami.
  • Życzy pani sobie czegoś? - zapytała uprzejmie.
  • Nie dziękuję, chcę odpocząć, miałam ciężką podróż.
Gdy znalazła się w pokoju, usiadła na łóżku, otworzyła skrzyneczkę. Dotknęła dłonią ostrzy i zamknęła oczy, delektując się ich kształtem. Przez chwilę siedziała tak wchłaniając ciszę pokoju. Gdyby nie to, że noże zrobione były z odpowiednich materiałów, mogłyby już zardzewieć od nie używania, pomyślała. Po zakończeniu nieszczęśliwego romansu miała wrażenie, że Firma podchodzi do niej z dystansem. Zlecenia stały się rzadsze, zupełnie, jakby nie mieli ochoty już jej obarczać pracą. Aby przeżyć, musiała znaleźć sobie coś dorywczego, stąd ta praca w urzędzie. Sirr, czy nie, musiała jeść. Jej myśli wróciły do wiadomości usłyszanych w radiu. Sirry były istotami posiadającymi pewne zdolności nadprzyrodzone. Zdolności te były tak zróżnicowane i przypadkowe, jak numery totolotka. Sama Natalia była Sirrem, ale niektórzy uważali, że ludzie powinni im służyć, że są lepsi od innych. Takimi właśnie zajmowała się Firma. Ogień zwalczaj ogniem. Żaden normalny człowiek nie dałby rady Sirrowi, który panuje nad swoimi zdolnościami. Co dziwne, mimo ostatnio nasilających się ataków, ludzie jeszcze nie dowiedzieli się o istnieniu innych istot. Nadal żyją w błogim przekonaniu, że są najmądrzejszym i najsilniejszym gatunkiem na ziemi. Natalia podejrzewała, że Firma macza palce w tuszowaniu tych spraw. W końcu po co siać panikę? Jej rozważania przerwał dzwonek telefonu.
  • Dotarłaś?
  • Tak.
  • Świetnie.
Połączenie zostało przerwane. Wstała, starannie zamknęła szkatułkę i poszła wziąć ciepły prysznic. Strumień wody relaksował jej smukłe ciało. Zamknęła oczy i przywołała w pamięci obraz Snake’a . Zęby zazgrzytały jej ze złości. Zacisnęła prawą pięść, oparłszy ją o kafelki.
  • Jutro zginiesz – wycedziła, choć nikt nie mógł jej usłyszeć.
***

Deszcz padał delikatnie, jakby niepewnie, lecz nie przeszkadzało jej to - to była jej pogoda. O tej porze roku, wieczór bardzo szybko przeistaczał się w noc. Spokojnym, lecz czujnym krokiem szła po jakże znajomym jej i jakże znienawidzonym osiedlu. Usłyszała trzepot skrzydeł, kilka kruków przeleciało jej nad głową. Spojrzała przed siebie, jej oczy doskonale przystosowały się do ciemności. Wiedziała, że gdzieś tutaj go spotka. Mimo iż był tym, kim był, miał swoje ludzkie przyzwyczajenia. Zrobiła kilka kroków w stronę osiedlowego baru i stanęła jak wryta, zobaczywszy go. Obok szedł jej niedawny ukochany, ukryła się czym prędzej. Przeszli niedaleko niej bez podejrzeń, że ktoś ich obserwuje. Nie wydając najmniejszego dźwięku, ruszyła za nimi. Po paru krokach młody, rudy mężczyzna odbił do swojej klatki, Snake natomiast skręcił w zupełnie inną stronę niż się spodziewała. Podążała za nim, aż znalazł się na wałach. Przystanął tak nagle, że speszona o mało nie ujawniła swojej obecności.
  • Nie musisz się skradać, wiem że tu jesteś. – powiedział, nie odwracając się.
W milczeniu wyszła z ukrycia, obrócił się, a jego wzrok spoczął na niej. Obejrzał ją dokładnie. Miała na sobie czarny strój i ciche czarne buty, dzięki którym poruszała się jak kot. Nic więcej nie był w stanie dojrzeć, ale czy przyszłaby nieuzbrojona? Szczerze w to wątpił. Patrzyła na niego w milczeniu. Oto stał przed nią, nienawidziła go tak bardzo, a mimo to nie ruszyła się z miejsca. Wiedziała, że ma zadanie, lecz nadal stała i patrzyła mu w oczy. Był wyższy od niej, ale czy to miało znaczenie?
  • A więc Firma mnie znalazła – powiedział jakby do siebie.
Nadal nic nie powiedziała. Zastanawiała się, czy ją poznał... Nie było jej tu pół roku, ale czy aż tak się zmieniła? Chociaż on mógł w ciemności widzieć gorzej niż ona. Jego zdolności były słabo opisane w dokumentach, które dostała, pewnie Firma wolała się go pozbyć niż obserwować. Może faktycznie był odpowiedzialny za śmierć tamtej dziewczyny. A może to prezent? Może ktoś dowiedział się, jak bardzo Natalia go nienawidzi i pozwolił jej na zemstę pod przykrywką zlecenia? Spojrzała na niego raz jeszcze prosto w oczy.
  • I przysłali akurat ciebie, doprawdy – zaśmiał się cicho.
  • Jesteś gnidą. – wycedziła przez zęby.
Wyszeptała zaklęcie, którego nie mógł usłyszeć, zaklęcie, którego nauczyła ją Firma, jej oczy zasnuły się nieprzeniknioną czernią. Cofnęła się, nie wydając żadnego dźwięku, w dłoniach zabłysły jej dwa sztylety, o falowanym , lekko zakrzywionym ku górze ostrzu. Jego ciało nagle zaczęło się zmieniać stało się większe, był bardziej zgarbiony, paznokcie przekształciły się w szpony, a oczy przybrały kolor wściekłej czerwieni. Białe kły zabłysły w blasku księżyca. Na plecach ujawnił się, skrywany dotąd zaklęciem, miecz. A więc to była jego prawdziwa forma. Snake – bestia, ni to wampir, ni to wilkołak, ni to niedźwiedź, a jednocześnie łączył cechy tych wszystkich istot. Tak przynajmniej napisane było w raporcie. Jakie sztuczki chował jeszcze w rękawie?
  • Niestety, mam dla ciebie złą wiadomość. Ty będziesz jedyną, która straci tu życie.
Skoczył nagle, nawet nie wiedziała kiedy. Zaatakował mieczem znad głowy, przed którym z ledwością udało jej się uskoczyć. Był dobry, cholera był naprawdę dobry i mimo masy dość szybki, ale nie pozwoli mu wygrać. Firma nie tolerowała przegranych, poza tym to stało się zbyt osobiste. Krzyknął coś w mrocznym języku, jakaś siła odrzuciła ją na kilka metrów. To ją zdenerwowało, skoczyła ku niemu z okrzykiem wściekłości. Jej sztylety napotkały klingę jego miecza. Snake był silny, górował nad nią siłą fizyczną. Odskoczyła tak nagle, że mało się nie wywrócił, zdołał jednak utrzymać równowagę. Rzucił w nią kilkoma sztyletami, jeden głęboko rozciął jej policzek, zanim zdążyła zareagować, poczuła uderzenie w łuk brwiowy. Krew zalewała jej oczy, Nati zatoczyła się, upadła na jedno kolano, a przeciwnik wykorzystując jej osłabienie, chwycił miecz i przystawił jej ostrze do gardła. Stał, delektując się chwilą zwycięstwa. Uniosła głowę, w jej oczach wciąż mieniła się nieprzenikniona, nienawidząca czerń. Zaśmiał się szyderczo, co pozwoliło jej zareagować. Gwałtownie odchyliła się do tylu, nogą wykopując mu miecz z ręki, który zrobił obrót w powietrzu..Natalia podniosła się, otarła pośpiesznie krew i zaatakowała, uderzając go pięścią w brzuch. Zgiął się wpół i splunął krwią. Chwyciła sztylety, by zakończyć tę walkę, lecz w tej samej chwili on krzyknął znów to zaklęcie i siła telekinezy odrzuciła ją o kilka metrów. Podniosła się z wściekłością.
  • Nie wygrasz! – wycedziła.
W jednej chwili pojawił się za nią, chwycił ją odchylając szyję, zatopił kły, krzyknęła. Jego dłoń niechcący dotknęła platynowego krucyfiksu, a w powietrzu dał się poczuć swąd palonej skóry. Odskoczył gwałtownie.
  • Ty dziwko! – ryknął wściekle.
Obróciła się w jego stronę szybko. Rzucił nóż, lecz nie zdążyła uskoczyć. Stała tak przez chwilę, jakby niepomna tego, co się stało, po czym upadła na kolana Cienka stróżka krwi popłynęła z rany na czole. Jej spojrzenie było pełne zaskoczenia, kiedy osuwała się na ziemię. Podszedł do niej i wbił w nią miecz, splunąwszy z pogardą. Odwrócił się i już zamierzał odejść, gdy usłyszał śmiech. Najpierw cichy, potem nieco głośniejszy, kobiecy śmiech pełen rozbawienia. Bardzo powoli odwrócił się znów. Tam, gdzie jeszcze przed chwilą leżało jej ciało, nie było nic poza słabymi śladami krwi i jego mieczem wbitym w ziemię. A więc klon? Słyszał o tym, ale nie sądził, że akurat ona...
  • Myślałeś, że tak łatwo mnie zabić? – wyszeptała mu do ucha.
Więc to naprawdę był klon, ale kiedy ona.... ? Zanim zdążył spojrzeć w tę stronę, stała już gdzie indziej. Patrzyła na niego z mieszaniną rozbawienia i pogardy. Zauważył w jej ręku sztylet, inny niż tamte poprzednie. Platynowe ostrze, był tego pewien, od takiej ilości kruszcu bolała go głowa. Ale jak? Skoro ona też... Nie dane mu było długo się zastanawiać. Skoczyła do niego bez ostrzeżenia. Uniósł ręce, by się obronić, nie uchroniło go to jednak przed ciosem w twarz. Cofnął się chwiejnie. Kopnęła go z półobrotu, zatoczył i upadł. Dłońmi szukał swojego miecza, nie zdążył, już była przy nim. Przyłożyła mu klingę do gardła. Znów dało się czuć swąd spalonej skóry, zawył z bólu i wściekłości.
  • Ty... – nie zdążył, kiedy jednym pewnym pociągnięciem poderżnęła mu gardło.
Zacharczał, plując krwią. Mimowolnie chwycił się za szyję, starając się zatamować krwawienie. Patrzyła na niego bez cienia współczucia, jak umierał, robiąc się coraz bladszy. Wycharczał coś jeszcze, ale nie usłyszała. Kiedy osunął się na ziemię, z kieszeni wyjęła telefon komórkowy i wybrała numer. Usłyszała sygnał wybierania.
  • Uch... - wydobyło się z jej gardła, zobaczyła przed sobą okrwawione ostrze włóczni, które wyszło z jej ciała.
Telefon wypadł z jej ręki. Jak mogła być tak nieostrożna, jak mogła nie zauważyć, nie usłyszeć...? Martwy Snake leżał przed nią, więc był to ktoś inny... Krew pociekła jej z ust, gdy zaczęła dusić się własnym oddechem, upadła.
  • Halo? - dało się słyszeć z leżącego telefonu.
Ktoś podniósł go do ucha. Słyszała jego głos jak przez mgłę, ale dobrze go przecież znała. Głosu ukochanego nigdy się nie zapomina...
  • Tak – powiedział – zadanie wykonane.
>>*<<